Warto przeczytać

Osiemnasta Niedziela Zwykła, 2 sierpnia 2015 – komentarz do Ewangelii

Chleb z nieba
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Osiemnasta  Niedziela Zwykła (2 sierpnia  2015)
Czytania: Wj 16,2-4.12-15; Ef 4,17.20-24
Ewangelia: J 6,24-35●

Już drugą niedzielę z rzędu kontynuujemy lekturę bardzo ważnego fragmentu Ewangelii według świętego Jana – 6. rozdział, który mówi o rozmnożeniu chlebów.

Wokół Jezusa gromadzili się słuchacze, Apostołowie nie mieli ich czym nakarmić, a Jezus w cudowny sposób nakarmił wielką rzeszę ludzi – pięć tysięcy mężczyzn, bo tylko liczbę mężczyzn podaje Ewangelista. Wszyscy pragniemy znaleźć takiego króla, który by dał nam chleb za darmo. A Jezus odmawia, odchodzi. Gdy go chcieli porwać, aby obwołać Go królem, usuwa się na bok. I teraz długo w Kafarnaum tłumaczy, dlaczego On jest chlebem, który karmi inny głód, że przyszedł obudzić ten duchowy głód, a nie zaspakajać głód fizyczny. Chociaż z litością i poszanowaniem nakarmił tych pięć tysięcy mężczyzn na pustyni, to tak naprawdę o co innego chodziło – o ten duchowy głód.

Człowieka dopada ogromna pokusa: zapanować na Bogiem. Niech nas karmi, uzdrawia, strzeże, niech nam rozwiązuje problemy i przy tym niech wszystko wyjaśnia, niczym nie zaskakuje, niech będzie przejrzysty i przewidywalny. Echo tej poku­sy pobrzmiewa w pytaniu, jakie usłyszeliśmy w Ewangelii, a które tłum postawił Jezusowi, gdy odnalazł Go na drugim brzegu jeziora: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? Żydzi są zdziwieni i zaskoczeni. Od chwili, kiedy Jezus nakarmił tysiące, stał się dla nich kimś niezwykle cennym. Zapewne nie spuszczali Go z oczu, a jednak Zbawiciel opuścił ich w sobie tylko wiadomy sposób. I dla nich teraz to jest naj­ważniejsze: jak On to zrobił, że umknęło to ich kontroli? To są często pytania urażonej ludzkiej pychy stawiane Bogu: jak? dlaczego? po co?

Przez tę chęć dominowania nad Stwórcą wielu ludzi straciło wiarę i odeszło od Kościoła. Zazwyczaj bardzo o coś Boga prosili, o coś u Niego zabiegali. Były modlitwy, intencje mszalne, ofiarowane posty czy pielgrzymki. I nic. Nic się nie stało. Nie zmieniło na lepsze. Smutek i przeciw­ności nie ustąpiły. Jak łatwo wtedy dojść do wniosku: nic Boga nie obchodzę. Jak łatwo uwierzyć podszeptom szata­na, że Bóg w ogóle nie istnieje, a Kościół tylko żeruje na ludzkim nieszczęściu. Tak może się stać, kiedy będziemy chcieli wtłoczyć ogrom Bożej mądrości w nasze pojmowa­nie tego, co dla nas jest dobre, co jest prawdziwym szczę­ściem.

Jezus ciągle przypominał, że chce dać ludziom coś przeogromnego. Przypominał także przez to, że kiedy rozmnażał chleb, to zawsze zostawały całe kosze ułomków. To dziwne, bo prze­cież, jako wszechwiedzący, Bóg powinien przewidzieć co do okruszka, ile chleba należy rozmnożyć, a jednak zawsze zostawał spory naddatek. Dlaczego? Odkryła to święta Fau­styna Kowalska. Oto fragment jej „Dzienniczka”, który tu przytoczę:

„Dziś rano, kiedy odprawiłam swoje ćwiczenia duchow­ne, zaraz wzięłam się do roboty szydełkiem. Czułam cicho w sercu swoim – czułam, że Jezus odpoczywa w nim; ta głęboka, a słodka świadomość obecności Bożej pobudziła mnie do tego, że rzekłam do Pana: – O Trójco Przenajświęt­sza, mieszkająca w sercu moim, proszę Cię, daj łaskę na­wrócenia tylu duszom, ile dziś ściegów zrobię tym szydeł­kiem. Wtem usłyszałam w duszy te słowa: –Córko moja, za wielkie są żądania twoje. – Jezu, przecież Tobie jest łatwiej dać wiele niż mało. – Tak jest, łatwiej mi jest dać duszy wie­le niż mało, ale każde nawrócenie grzesznej duszy wymaga ofiary. – A więc, Jezu, ofiaruję Ci tę szczerą pracę swoją; nie wydaje mi się ta ofiara za małą za tak wielką liczbę dusz; przecież Ty, Jezu, przez trzydzieści lat zbawiałeś dusze taką pracą, a ponieważ święte posłuszeństwo zabrania mi pokut i umartwień wielkich, dlatego proszę Cię, Panie, przyjmij te drobiazgi z pieczęcią posłuszeństwa jako rzeczy wielkie. Wtem usłyszałam głos w duszy: – Córko moja miła, czynię zadość prośbie twojej”.

To jest tajemnica Boga. Jemu jest łatwiej dawać dużo niż mało. To jest źródło wielu nieporozumień. Ludzie od­rzucają chrześcijaństwo, bo nie spełniło ich nadziei, a stało się tak, bo zabiegali w swoim życiu religijnym tylko o ten chleb, tylko o to szczęście, które ginie. Ktoś może jed­nak zaprotestować i przypomnieć, że Jezus jednak dawał ludziom zwykły chleb, wino, uzdrawiał ich z rozmaitych chorób. Tak, lecz czynił to tylko, by objawić im swoją moc, by obudzić w nich głód życia wiecznego. Kiedy pragnienia doczesne zaczynały dominować w sercach ludzkich, Zba­wiciel odchodził od tłumów. Bardzo ciekawie ujął ten pro­blem Tadeusz Różewicz w wierszu „Nieznany list”. Jezus zwraca się w nim do Maryi w następujących słowach:

Matko są tak ciemni i prości
że muszę pokazywać cuda
robię takie śmieszne i niepotrzebne rzeczy
ale ty rozumiesz i wybaczysz synowi
zamieniam wodę w wino
wskrzeszam umarłych
chodzę po morzu
oni są jak dzieci
trzeba im ciągle pokazywać coś nowego

Jezus wzywa nas, mobilizuje, nie daje zgubnego świętego spokoju, by tym ewangelicznym ogniem poruszyć nas ku darom nieskończonym. Podążajmy za Nim ufnie pielgrzymką naszego życia. Ku górze. Więc w górę serca!

 

Ks. Julian Wybraniec – w maju 2012 r. przyjął święcenia kapłańskie. Obecnie jest wikariuszem w parafii pw. św. Brata Alberta w Kolbuszowej. Jego pasją jest liturgia oraz muzyka liturgiczna w teorii i praktyce.

————–

Słowa Ewangelii wg św. Jana

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na  brzegu jeziora nie ma Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?». W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec». Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?». Jezus odpowiadając rzekł do nich: «Na tym polega dzieło [zamierzone przez] Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał». Rzekli do Niego: «Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze tego chleba!». Odpowiedział im Jezus: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.


źródło: dziennikparafialny.pl

Siedemnasta Niedziela Zwykła, 26 VII 2015 – komentarz do Ewangelii

rozmnożenie chleba 2

Pięć chlebów i dwie ryby

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Siedemnasta Niedziela Zwykła (26 lipca 2015)

Czytania: 2Krl 4, 42-44; Ef 4, 1-6

Ewangelia: J 6, 1-15  ●

Ewangelia dzisiejszej niedzieli prowadzi nas w konkretne miejsce, jakim jest brzeg jeziora Tyberiadzkiego, czyli Galilejskiego. Według opisu ewangelisty, „Jezus udał się za Jezioro Galilejskie”, czyli na stronę wschodnią, na której rozciągały się ziemie pogan. Tłumy, które za Nim szły, były zafascynowane cudami, uleczeniami -  ci ludzie byli dokładnie tacy sami jak my dzisiaj. Ich wyobraźnia i entuzjazm rozpaliły się jeszcze bardziej, kiedy zostali cudownie nakarmieni. W ich umysłach zapanowało pragnienie zawłaszczenia sobie Jezusa jako proroka, a nawet uczynienia Go Królem. Jezus jednak odchodzi, usuwa się, jakby chciał powiedzieć: to nie o to chodzi. Poprzez te wydarzenia przygotowuje nas, abyśmy pragnęli zaspokojenia głodu duchowego. Głodu bliskości z Bogiem, bycia z Nim w jedności i miłości. To się staje w każdej Eucharystii, o której będzie już wkrótce mówił do tłumów na Jeziorem.

Tymczasem dzisiaj mamy przed oczami wyobraźni tłum kilkutysięczny, pustkowie, zmęczenie, wielkie napięcie oczekiwania na coś niebywałego i dzień chylący się ku końcowi. Jezus z charakterystycznym dla siebie zatroskaniem pyta uczniów: „skąd kupimy chleba, aby oni się posilili”. Tym pytaniem już wskazuje drogę, gdzie mamy szukać chleba – nasycenia. Kieruje nas ku Ojcu Wszechmogącemu. Liczby, które towarzyszą fragmentowi tej Ewangelii, mają na tej ziemi pogan szczególne znaczenie. Pamiętajmy, że Jezus naucza na miarę percepcji ludzi tamtej epoki, zresztą tak samo robi to i dzisiaj. A więc w scenerii jeziora pojawia się dar w postaci pięciu chlebów i dwóch ryb. Żydzi galilejscy, którzy za Nim chodzili, doskonale rozumieją to podobieństwo i analogię do swojego życia duchowego, które czerpią z synagogi. Pięć jest zawsze liczbą świętą, która oznacza Torę – Pięcioksiąg, święte księgi otrzymane przez Mojżesza od Boga. Księgi będące podstawą prawa, prawdy i harmonii świata, są odpowiedzią na wszystkie wydarzenia osobiste i historie społeczności, ukazują jasną drogę życia, którą Bóg błogosławi. Więc przekaz dla pogan jest bardzo wyraźny. Tora zaspakaja głód człowieka, jego serca i duszy, każdy głód.

Dwie ryby są także znakiem symbolicznym, bowiem liczba dwa oznacza dwie kamienne tablice otrzymane na Synaju na górze Horeb. Obie pisane Palcem Bożym, wypalone ogniem Ducha Świętego, ukazują Torę pisaną i Torę mówioną, czyli tradycję przekazywaną w każdym pokoleniu. Bowiem Torę „pisze” każdy swoim życiem, czerpiąc wskazania z Tory – Pięcioksięgu zapisanego w zwojach. Ryby mają także symboliczne znaczenie odpoczynku, szabatu, a więc kierują nasze myśli ku wieczności. Takim to pokarmem syci Jezus tłumy.

Każdy słyszy to, w czym cierpi głód. Zostaje tego tak dużo, że konieczne jest zebranie aż dwunastu koszy resztek. Te dwanaście koszy to 12 pokoleń Izraela, to zadanie dla dwunastu Apostołów, aby posileni Słowem Jezusa nieśli światu „ułomki” swojego doświadczenia życia z Bogiem i dzielili je z głodnymi. Jeśli więc Ty doświadczyłeś pocieszenia, podniesienia z grzechów, wybaczenia, uratowania z niemocy, wyrwania z paszczy śmierci – opowiedz o tym innym. Podziel się tym chlebem życia. To jest właśnie cud rozmnożenia chleba życia.

W tych znakach, które dokonują się w Słowie dzisiejszej niedzieli, znajdujemy światło dla naszych stóp, podążanie ku Eucharystii. Jezus przychodzi, aby dać nam za darmo miłość Boga ku nam, nie poprzez zasługi wypełniania Prawa, lecz miłosierne karmienie własnym Ciałem – Chlebem Eucharystycznym.

—————————————————————————————————-

lucyna-montusiewicz-01Lucyna Montusiewicz – żona Ryszarda, matka siedmiu synów i dwóch córek, psycholog i nauczyciel akademicki, przewodnik po Ziemi Świętej (www.egeria.lublin.pl) i Beskidach. Pracuje z dorosłymi i małżeństwami starającymi się o potomstwo (www.macierzynstwoizycie.pl) oraz dziećmi specjalnej troski.

 

Słowa Ewangelii według świętego Jana

Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: «Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?». A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?». Jezus zatem rzekł: «Każcie ludziom usiąść!». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

źródło:dziennikparafialny.pl

Szesnasta Niedziela Zwykła, 19 VII 2015 – komentarz do Ewangelii

wypocznijciue nieco

Wakacyjna ewangelia

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

XVI Niedziela Zwykła (19 lipca 2015)

Czytania: Jr 23, 1-6; Ef 2, 13-18

Ewangelia: Mk 6, 30-34

Na pierwszy rzut oka we fragmencie ewangelii przeznaczonym na najbliższą niedzielę nie pada żadna przypowieść, Jezus nie wchodzi w konflikt z faryzeuszami ani nawet nie uzdrawia nikogo. Jednak w okresie wakacji pojawia się perykopa, która być może mówi bardzo wiele o teologii odpoczynku.

Pierwsza nauka, która płynie z rozważanego fragmentu ewangelii, to prawo do odpoczynku. Apostołowie przyszli do Jezusa i z pewnością, oprócz opowiadania o sukcesach, powiedzieli także o głodzie i zmęczeniu. Chrystus nie mówi wielkich słów o wyrzeczeniu, cierpieniu lub wytrwałości, ale nakazuje apostołom oddalić się i posilić. Zbawiciel zachowuje trzeźwy osąd. Zapewne jako człowiek wielokrotnie także odczuwał zmęczenie.

To także nauka dla nas, żebyśmy zdawali sobie sprawę, iż nie jesteśmy niezniszczalni i samowystarczalni. Potrzebujemy odpoczynku, a co za tym idzie – świadomości własnych ograniczeń. Człowiek, który nie znajduje czasu na zatrzymanie się, z pewnością straci z oczu nie tylko własną godność, ale także drugiego człowieka.

Druga nauka to gotowość Chrystusa na spotkanie z człowiekiem. Ewangelista zanotował, że Jezus zlitował się nad ludem, który przyszedł Go słuchać. Bóg zawsze czeka na człowieka. Rodzi się pytanie, czy my dzisiaj jesteśmy zdolni szukać Jezusa, pomimo zmęczenia, przeciwności lub własnej wygody? Ludzie znaleźli Chrystusa, chociaż On oddalił się. Czy dzisiaj zbyt łatwo nie rezygnujemy z poszukiwania Zbawiciela? Czy nie stwierdzamy zdecydowanie, że On nas opuścił? Być może Bóg czeka obok i spogląda na nas?

Odpoczynek i szukanie Boga to dwie myśli przewodnie dzisiejszej ewangelii. Jezus dostrzega nasze ludzkie potrzeby. Jednocześnie wzywa nas, abyśmy Go poszukiwali, więc nie zatrzymywali się na sprawach czysto ludzkich, ale pięli się coraz wyżej. Ku Boskiej rzeczywistości.

 

Pawel-Beyga-2013-09Paweł Beyga – ukończył studia teologiczne na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, związany z duszpasterstwem Tradycji katolickiej przy kościele Najświętszej Maryi na Piasku we Wrocławiu. Teolog – „ratzingerysta”. Jego teksty ukazywały się m.in. na portalach Liturgia.pl, DEON.pl, Nowy Ruch Liturgiczny i Dziennik Parafialny.

 

Słowa Ewangelii według św. Marka

Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

Ilustracja: www.textweek.com

źródło:dziennikparafialny.pl

Czternasta Niedziela Zwykła, 5 lipca 2015 – komentarz do Ewangelii

jezus naucza

Prorok w swojej ojczyźnie

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Czternasta  Niedziela Zwykła (5 lipca 2015)
Czytania: Ez 2, 2-5; 2Kor 12, 7-10
Ewangelia:  Mk 6, 1-6●

Przychodząc do Nazaretu Jezus poddał siebie bardzo surowej próbie. Przyszedł do swojego rodzinnego miasta. Nie ma surowszych krytyków od tych, którzy znają człowieka od jego dzieciństwa.

Nie miała to być prywatna wizyta, zwykłe odwiedziny rodziny i domu. Jezus przyszedł w otoczeniu swoich uczniów. Wszedł do synagogi i nauczał. Nauczanie jego nie zyskiwało uznania. Zostało przyjęte raczej pogardliwie. „Gorszyli się Nim”. Znali dom i środowisko, które go wydały. Nie mogli pojąć, że człowiek takiego pochodzenia, jak Jezus, mówi i czyni takie niezwykłe rzeczy. Znajomość i pewnego rodzaju zażyłość zrodziły w nich uczucie lekceważenia, a nawet pogardy.

Nie chcieli słuchać tego, co Jezus mówił, z dwóch powodów.

Mówili: „Czyż on nie jest cieślą?”. Ludzie z Nazaretu gardzili Jezusem, ponieważ był prostym człowiekiem, człowiekiem pracy własnych rąk. My oczywiście inaczej oceniamy Jezusa. W tym, że był robotnikiem, widzimy jego chwałę. Wiemy bowiem, że Bóg, zstępując na ziemię, nie zastosował wobec siebie żadnej ulgowej taryfy. Przyjął normalne, zwykłe życie, z wszystkimi jego zwykłymi zadaniami.

Urodzenie, fortuna, pochodzenie – są czynnikami przypadkowymi i nie mają niczego wspólnego z wartością danej osoby jako człowieka. Powinniśmy wystrzegać się pokusy oceniania ludzi na podstawie rzeczy zewnętrznych, przypadkowych i wrodzonych.

Mieszkańcy Nazaretu pytali: „Czy to jest syn Maryi? Czy nie znamy jego braci i sióstr?”. Bywają sytuacje, kiedy bliska znajomość danej osoby, zamiast prowadzić do wzrastającego wobec niej szacunku, prowadzi niestety do niefrasobliwej poufałości. Czasami jesteśmy zbyt blisko ludzi, aby widzieć ich wielkość.

W wyniku takiego ustosunkowania się ludzi do Jezusa, nie było w Nazarecie sprzyjającej atmosfery, żeby Jezus mógł dokonywać wielkich rzeczy. Właściwa atmosfera warunkuje wiele spraw.

W niesprzyjającej atmosferze nie można należycie głosić Ewangelii. W atmosferze otwarcia się słuchaczy i oczekiwania, najskromniejsze słowo może zapalić ogień. W atmosferze krytycznego chłodu i uprzejmej obojętności, najbardziej uduchowione kazanie może umrzeć, zanim jeszcze padnie na ziemię.

W złej atmosferze nie można doprowadzić do pokoju. Jeżeli ludzie zeszli się po to, aby się nienawidzić, to będą się nienawidzić. Jeżeli zeszli się po to, aby nic nie widzieć, tylko swój punkt widzenia, to niczego innego nie zobaczą. Ale jeżeli ludzie zejdą się po to, by wyrazić swą miłość do Chrystusa i szukać dróg miłowania jeden drugiego, to nawet ci najbardziej od siebie oddaleni mogą się zbliżyć i dojść do jedności – w Chrystusie.

Ciąży na nas ogromna odpowiedzialność. Możemy być albo pomocą, albo przeszkodą w pracy Jezusa Chrystusa. Albo otworzymy przed nim drzwi szeroko, albo je zatrzaśniemy.

 

 

x. Julian WybraniecKs. Julian Wybraniec – w maju 2012 r. przyjął święcenia kapłańskie. Obecnie jest wikariuszem w parafii pw. św. Brata Alberta w Kolbuszowej. Jego pasją jest liturgia oraz muzyka liturgiczna w teorii i praktyce.

————–

Słowa Ewangelii wg św. Marka

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?». I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Ilustracja: saltandlighttv.org

źródło:dziennikparafialny.pl

Trzynasta Niedziela zwykła, 28 VI 2015 – komentarz do Ewangelii

uzdrowienie córki

Kobieta, dziewczynka i problem wiary

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Trzynasta Niedziela zwykła (28 czerwca 2015)

Czytania: Mdr 1, 13-15. 2, 23-24; 2Kor 8, 7. 9. 13-15

Ewangelia: Mk 5, 21-43  ●

Lektura dzisiejszej Ewangelii  jest skierowana w sposób szczególny do współczesnych kobiet. Mimo, że opisane wydarzenia miały miejsce nad Jeziorem Galilejskim dwa tysiące lat temu, dotykają mocno naszych kobiecych serc. Mówią te wydarzenia o dwóch niewiastach. Pierwsza, to dojrzała kobieta, cierpiąca na upływ krwi, czyli dolegliwości ciała, i  myślimy, że to był jej główny problem. Historia opowiada, że leczyła się długo, że wydała wiele pieniędzy na lekarzy. Jednak to wydarzenie mówi o wierze. O wielkiej potrzebie WIARY. Otóż w tamtej kulturze i tradycji żydowskiej kobieta cierpiąca na upływ krwi – nieważne, czy to miesięcznej, czy połogowej, czy w wyniku choroby – stawała się osobą nieczystą. Była w stanie  „nidach”. To znaczy, że nie mogła brać udziału w życiu społecznym, w modlitwie synagogi, musiała usunąć się na margines życia domowego. Musiała spać i jeść oddzielnie, a jej mąż nie mógł dotknąć nawet jej dłoni. Zatem przekleństwo tej choroby ma znaczenie na płaszczyźnie istnienia  i życia tej kobiety w społeczności i wspólnocie wierzących. Płaszczyźnie bycia lub niebycia. Jej wiara i determinacja, aby spotkać Jezusa i dotknąć skraju szaty, mówi i daje nam światło na nasze życie. Gdzie masz szukać ratunku, współczesna i nowoczesna kobieto? Bowiem dzisiaj wiele kobiet czuje się „nieczystymi” we wspólnocie wierzących i dlatego przestają do niej przychodzić. Niektóre używają antykoncepcji, inne doświadczyły aborcji, a jeszcze inne manipulują przy swoich komórkach rozrodczych i choćby nawet gdzieś głęboko w sobie czuły pragnienie uczestniczenia w liturgii Kościoła, nie są w stanie nic zrobić ze swoją „nieczystością”. Tymczasem  Słowo z całą mocą Dobrej Nowiny poprzez obraz tłumu, Jezusa i kobiety, ukazuje nam, jak i gdzie znaleźć uzdrowienie. Potrzebujemy wiary w moc Jezusa. Ta wiara zmienia i uszczęśliwia (tak!) nasze życie. To, co dzisiaj jest chorobą i wykluczeniem ze społeczności wiernych, poprzez wiarę może stać się nowym życiem. Cóż zatem potrzeba współczesnej kobiecie? Determinacji, aby znaleźć miejsce, gdzie przebywa Jezus; odwagi, aby przepchać się do Niego przez tłum (przyjaciół, rodziny, gapiów). Aby Go dotknąć w sakramencie, w tabernakulum, w Słowie. Wystarczy tylko skrawek szaty. Tylko taki mały znak, jak ziarnko gorczycy, aby być uzdrowioną, aby powrócić do Liturgii Kościoła, która daje życiodajne siły w każdym wieku i pokoleniu.

Jest w dzisiejszej Ewangelii opisana jeszcze druga kobieta. To młoda, dwunastoletnia dziewczynka. Jest ona zapowiedzią pokolenia młodych dziewcząt, ich lęków i obaw. Dwunastoletnie dziewczynki, według tradycji żydowskiej i rytuału religijnego, wchodziły w tym właśnie wieku w okres społecznej dojrzałości. Przekraczały symboliczną granicę między dzieciństwem a dorosłością. Wkraczały w tajemniczy, niebezpieczny czas: małżeństwo, macierzyństwo, wybór zawodu, prowadzenie domu, nabywanie świadectw, sprawności , certyfikatów. Czas będący zaproszeniem do wysiłku i wędrówki w nieznane. Córka przełożonego synagogi Jaira cierpi  na brak wiary. Przerażona wizją dorosłości zatrzymuje się w swoim pokoiku, przestaje jeść , zamyka się w sobie i popada w odrętwienie. Takie same symptomy znajdujemy dzisiaj u wielu młodych obojga płci. Jedni lęk przed życiem nazywają depresją, inni zachowaniem autystycznym, jeszcze inni znajdują inne uzasadnienia. Córka Jaira cierpi na brak wiary. Potrzebuje więc pomocy tych, którzy ją mają. Jej ojciec, który codziennie studiuje Torę – czyli Słowo Boże, ma wiarę. Jego dusza jest codziennie karmiona strumieniem łaski płynącej z synagogi (Kościoła). Ten wierzący ojciec przychodzi do Jezusa, w imieniu niezdolnej do życia córki,by prosić o wiarę dla swojego dziecka. Po raz drugi w dzisiejszej perykopie słyszymy Dobrą Nowinę. Talita kum! Dzieweczko! Syneczku! Wstań! Jezus ciebie kocha, interesuje się twoim życiem, chce cię przeprowadzić i towarzyszyć ci w przeprawie na drugi brzeg. Kum! – wstań! Nie jesteś sam, ci, którzy są wierzący, wstawiają się za tobą przed Jezusem, a On przed Ojcem. Wstań, dziewczynko, wstań młodzieńcze, zacznij żyć i jeść. Jeść Ciało Jezusa Eucharystycznego. Poprzez wiarę pozwól się uzdrowić, bądź silny swoim życiem w Jezusie.

—————————————————————————————————-

lucyna-montusiewicz-01Lucyna Montusiewicz – żona Ryszarda, matka siedmiu synów i dwóch córek, psycholog i nauczyciel akademicki, przewodnik po Ziemi Świętej (www.egeria.lublin.pl) i Beskidach. Pracuje z dorosłymi i małżeństwami starającymi się o potomstwo (www.macierzynstwoizycie.pl) oraz dziećmi specjalnej troski.

 

Słowa Ewangelii według świętego Marka

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto się dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!». Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?». Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!». I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: «Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: “Dziewczynko, mówię ci, wstań!”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

 źródło:dziennikparafialny.pl

stat4u

Reklamy ukazujące się w serwisie są
częścią statystyk STAT4U.
Parafia Katedralna nie ponosi
odpowiedzialności za ich treść.

Dziś jest: 19.11.2017. Joomla 2.5 templates. Parafia Katedralna Rzeszów 2012. Przygotowanie strony: zikomp. Redaktor: X.Bogusław.